wtorek, 8 września 2015

Rozdział 3.

Diana's POV


         Wychodząc z pracy już pamiętałam, aby patrzeć przed siebie. Nie miałam najmniejszej ochoty wpaść na kolejnego zapatrzonego w siebie dupka. Śmiać mi się chciało, gdy przypomniałam sobie jego zapowiedź naruszenia mojej przestrzeni osobistej w mieszkaniu. Jaka szkoda, że zapomniał zapytać o adres, wtedy zapewne na randkę zabrałby wykwalifikowanego lekarza psychiatrę. Zaśmiałam się sama do siebie wsiadając do samochodu. Zaczęłam kierować się w stronę domu, nie zapominając, żeby po drodze zrobić małe zakupy spożywcze. Kiedy już dojechałam na miejsce zastałam Ewelinę z laptopem na kolanach.
" Nic nowego" - pomyślałam, po czym udałam się do nieposprzątanej, jak zwykle kuchni. Bo po co zmywać gary albo chociaż włożyć je do zmywarki, skoro jedną połowę dnia można spędzić na komputerze w pracy, a drugą w domu, robiąc dokładnie to samo?
 - Ewelina! - krzyknęłam, biorąc się za ogarnianie tego bałaganu,
- Tak, wiem, zaraz posprzątam - no, z pewnością. Przewróciłam oczami, po raz kolejny ją zawołałam, tłumacząc, że nie o to chodzi. Po chwili brunetka przywlekła się do kuchni i usiadła na stołku, kierując na mnie wzrok. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam jej opowiadać o dzisiejszym spotkaniu, wspominając tylko w jednym zdaniu o zielonookim, skupiając się natomiast na mężczyźnie, który spowodował moje zderzenie z nim. Patrzyłam jak oczy Ew z każdym moim słowem robią się większe, a na twarzy maluje się zaszokowanie.
- Jesteś pewna, że to on? - zapytała o dziwo, zachowując spokój.
- Nie - odpowiedziałam po chwili zastanowienia - Ale... ta twoja znajoma, policjantka, nie mogłaby tego jakoś sprawdzić?
- Jest wysoko postawiona, więc to możliwe. Zaraz do niej zadzwonię - odpowiedziała, po czym popędziła do swojej sypialni. Może histeryzowałam. W końcu kto zaczyna panikować na widok przypadkowego mężczyzny na ulicy? Ale on był taki podobny do Martina, do mojego koszmaru.
            Zawsze byłam niezależna, nie znosiłam kontroli. Miałam na swoim koncie tylko jeden poważny związek, a zarazem tzw. pierwszą miłość. Przebierałam w facetach, to ja dyktowałam im zasady naszych, najczęściej, jednorazowych spotkań. Pewnego dnia pojawił się on, Martin. Owinął mnie sobie wokół palca, omotał, wzbudził we mnie poczucie bezpieczeństwa. Wdarł się w moją, przez wielu określaną, jako pozbawioną emocji, duszę, a potem się zaczęło... Sprawdzanie laptopa, telefonów, śledzenie mnie, ciągła kontrola. Myślałam, że oszaleję, pęknę od środka. Moja wolność została mi odebrana, więc postanowiłam o nią zawalczyć. Wybuchła kłótnia lecz nie skończyła się ona dobrze, bo podniósł na mnie rękę. Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze niejednokrotnie, a to zawsze ja byłam tą złą i winną, ja musiałam się zmienić i poprawić. W końcu powiedziałam DOŚĆ. Uciekłam od niego, zamykając pewien rozdział w swoim życiu. Jednak parę miesięcy później on znowu się pojawił. Martin wrócił i nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby nie moja przyjaciółka. Jestem pewna, że nie skończyłoby się tylko na trzech złamanych żebrach, ręce i próbie gwałtu. No właśnie, próbie...

                                                    ***

       Po wyjściu z gorącej kąpieli, która służyła mi jako forma relaksu po tym ciężkim dniu, zrobiłam jeden , z ostatnio znalezionych w nieograniczonym zastępie wiedzy, zwanym Internetem, makijaży, gdy nagle usłyszałam wołanie mojej przyjaciółki. Po jej tonie poznałam, że jest niezwykle zaaferowana.  Poświęciłam jeszcze minutkę na dokończenie go po czym wyszłam z łazienki.
- Co? - zapytałam, wchodząc do salonu. Zatrzymałam się w pół kroku, gdy zauważyłam zielonookiego w marynarce z tym bezczelnym uśmieszkiem na twarzy. 
          Stałam w samej bieliźnie, podczas gdy on lustrował mnie wzrokiem.
- Złotko, to raczej nie jest odpowiedni strój na nasze wyjście, nie żebym miał coś przeciwko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz