Ewelina's POV
Piątek. Nareszcie. Za dwie godziny skończę pracę i wrócę do domu by zacząć rozkoszować się długo oczekiwanym przeze mnie weekendem. Ten tydzień był cholernie ciężki - z niewiadomo jakich przyczyn zwolnili Emily, moją koleżankę, szerzej: współpracowniczkę. Oprócz swoich obowiązków, musiałam przejąć też wszystkie jej dotychczasowe projekty, prezentacje i inne takie "komputerowe sprawy". Ta sytuacja ma oczywiście swoje plusy - kocham swój zawód i chciałabym poświęcać mu jak najwięcej czasu oraz być w nim coraz lepsza, no ale na Boga, zostałam jedynym informatykiem w całej firmie. Z tego co wiem, mój szef ma w planach zatrudnić kogoś nowego. Oby ten ktoś był wystarczająco kompetentny.
***
Wybiła godzina 5. Zapisałam swoją rozpoczętą prezentację, wyłączyłam służbowego laptopa oraz schowałam go do torby. Wzięłam też najważniejsze dokumenty, podeszłam do wieszaka. Założyłam płaszcz w odcieniu mięty i ruszyłam do wyjścia. Zamknęłam swoje biuro, a następnie weszłam do windy. Oczywiście musiała włączyć się ta wkurwiająca muzyczka, która miała za zadanie umilić czas, a według mnie tylko przedłużała jazdę. Kiedy zjechałam na sam dół, a drzwi windy otworzyły się, wyleciałam jak strzała. Szybkim krokiem pokonałam odległość dzielącą mnie od głównego wyjścia. Stanęłam jeszcze na chwilę przed budynkiem, aby odczytać SMS-a, którego właśnie dostałam od mojej przyjaciółki:
"Dzisiaj skończyłam wcześniej, nie spiesz się. Fajnie mi się siedzi bez ciebie w domu"
Uśmiechnęłam się sama do siebie i schowałam telefon do kieszeni. Poszłam na parking w poszukiwaniu mojego czarnego BMW. Wsiadłam i odpalając silnik popatrzyłam na neonowe logo "Black Rose". Jest to dobrze rozwinięta i jedna z najbardziej znanych w UK, firma architektoniczna. Szefem jest odrobinę gburowaty, lecz dobrze znający się na swojej pracy, Tom Carter. Najlepsze jest to, że Diana też tu pracuje. Zajmuje się PR firmy. Wniosek z tego taki, że utrzymujemy wysokie wynagrodzenie i nie ukrywam, że stać nas na dość luksusowe życie bez wyrzeczeń.
Po dłuższej chwili w końcu odjechałam. Chociaż mieszkam w Londynie już 6 lat, nadal do końca nie mogę przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego. Jakieś dwadzieścia minut później znalazłam się na ulicy, przy której mieszkamy. Wjechałam na parking podziemny i wyskoczyłam z samochodu. Zamknęłam je i wyszłam na klatkę schodową. Po chwili stanęłam przed drzwiami naszego lokum i przekręciłam klucz.
Przywitał mnie widok przestronnego, urządzonego w jasnych kolorach salonu, w którym znajdowały się kremowa kanapa, dwa fotela do kompletu, szklany stolik i najlepsze, czyli ogromny telewizor, obok którego leżało moje ukochane PlayStation. Dalej w głębi naszego mieszkania była nowoczesna kuchnia, połączona z małą jadalnią. Naprzeciwko niej mieściła się łazienka przeznaczona głównie dla gości. Po mojej prawej natomiast znajdował się pokój Diany, a po lewej mój własny. Obydwa na szczęście miały swoje prywatne łazienki, więc nie toczyłyśmy codziennie rano wojen. Ruszyłam w poszukiwaniu blondynki. "Pewnie siedzi w swoim pokoju i czyta książki" - pomyślałam. Otworzyłam drzwi prowadzące do jej azylu. Miałam rację. Diana siedziała na jasnej pufie, całkowicie wciągnięta w swoją nową lekturę.
- Hej! wróciłam - koleżanka spojrzała na mnie i z powrotem wróciła do czytania.
- Widzę. Nie jestem ślepa. Pisałam, żebyś się nie spieszyła.
- Life is hard. Zrobiłaś obiad? - zapytałam, chociaż dobrze znałam odpowiedź na to pytanie.
- Nie, myślałam, że zjemy na mieście - odpowiedziała obojętnie.
- Hmmm... no dobra. To za piętnaście minut w moim samochodzie.
- Hej! wróciłam - koleżanka spojrzała na mnie i z powrotem wróciła do czytania.
- Widzę. Nie jestem ślepa. Pisałam, żebyś się nie spieszyła.
- Life is hard. Zrobiłaś obiad? - zapytałam, chociaż dobrze znałam odpowiedź na to pytanie.
- Nie, myślałam, że zjemy na mieście - odpowiedziała obojętnie.
- Hmmm... no dobra. To za piętnaście minut w moim samochodzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz